Wplotłam dygoczące palce we włosy.
Usiadłam na kanapie, cały czas patrząc się na stolik przy oknie.
Ból głowy dawał o sobie znać i nawet gorąca herbata nie była w stanie mnie uspokoić.
Dostałam wypowiedzenie z pracy.
Bo jednego, cholernego dnia nie chciało mi się dźwigać ciężaru życia.
Straciłam jedyną pracę do której, tak naprawdę się nadawałam.
Dziękuje ci świecie za świadomość, że ludzie to zawistłe kurwy!
'I super. To teraz już tylko pod most?'
Pewnie tak. Kasa się skończy i koniec.
Mój telefon zaczął cicho, wibrować.
-Czego? -powiedziałam obojętnie.
-Szykuj się, bo za trzy godziny po ciebie przyjeżdżam. -znowu ten debil...
-Odpierdol się ode mnie! Nigdzie nie idę! -wykrzyczałam do komórki.
-Tak, jak mówiłem. Szykuj się i ubierz jakoś ładnie. -zaśmiał się.
Mi wcale nie było do śmiechu.
-To mi może daj na "coś ładnego" pieniądze. Bo nie wiem, czy kurwa wiesz, ale mnie na to nie stać! -rzuciłam telefonem o kanapę.
Zsunęłam się po ścianie i zaczęłam cicho szlochać.
Jaki z niego chuj i piepszony optymista!
Nic do niego nie dociera!
Chyba ma jakieś problemy ze słuchem.
'No i do tego jest taki przystojny.'
Ughh... Czasami Esla działa mi na nerwy.
Nie jest przystojny, przynajmniej dla mnie.
Nie ważne jakby nie wyglądał, nie umówię się z nim.
Przez niego płaczę.
'Przez niego? Raczej przez twoje lenistwo...'
Mniejsza z tym. Nigdzie się z nim nie wybieram.
Dzisiaj, jutro, nigdy...
***
-Płaczesz? -ktoś zaczął rzucać kamieniami w moje okno.
Ale się gościu pospieszył. Trzy godziny po tym, jak zadzwonił.
-Nie. A pozatym, co cię to obchodzi? -zapytałam wychodząc na balkon.
-Tylko tak pytam. Swoją drogą, wiesz która jest godzina? -cwaniacki uśmiech wpełz na jego usta.
Nie, nie wiem. Nie stać mnie na srebrnego Rolexa*.
-Nie mam pojęcia! -powiedziałam sarkastycznie. -Chyba szesnasta! Zgadłam?
-Poprawna odpowiedź. Zabieram cię do najlepszej restauracji w mieście. -oznajmił.
Szkoda tylko, że nigdzie z nim nie idę.
Pozatym nawet nie zapytał się, czy w ogóle chcę tam iść!
Znalazł się gentelman...
-Taa... Zabierz tam inną, naiwną laske. -zwróciłam się w stronę wejścia do domu.
-Jak chcesz. Możemy zjeść u ciebie. -zabrał z samochodu koszyk z jedzeniem i zaczął iść w kierunku drzwi frontowych.
-No chyba cię pojebało! Wypierdalaj stąd, natychmiast! -wykrzyczałam.
Szybko zbiegłam na dół i stanęłam w progu drzwi.
-Tak mnie lubisz, że sama mi drzwi otwierasz? -uniusł jedną brew.
Kawowe teńczówki wpatrywały się we mnie.
Mulat był dość wysoki, a posturą dorównywał Jack'owi.
Ubrał się w czarny garniak i wyglądał trochę śmiesznie z tym koszyczkiem w ręku.
Kiedy się uśmiechał dwie małe zmarszczki pojawiały się w końcikach jego oczu.
To wyglądało nawet słodko.
Wcześniej tego nie zauważyłam.
Pierwszy raz stoję z nim twarzą w twarz.
Blisko, kilka milimetrów od niego.
Prawie, że stykaliśmy się nosami.
Dziwne... Czemu nie dam mu poprostu z liścia?
-Od kiedy cię spotkałem, chciałem to zrobić. -przysunął się jeszcze bliżej.
Rozsunął wargi i...
Usiadłam na kanapie, cały czas patrząc się na stolik przy oknie.
Ból głowy dawał o sobie znać i nawet gorąca herbata nie była w stanie mnie uspokoić.
Dostałam wypowiedzenie z pracy.
Bo jednego, cholernego dnia nie chciało mi się dźwigać ciężaru życia.
Straciłam jedyną pracę do której, tak naprawdę się nadawałam.
Dziękuje ci świecie za świadomość, że ludzie to zawistłe kurwy!
'I super. To teraz już tylko pod most?'
Pewnie tak. Kasa się skończy i koniec.
Mój telefon zaczął cicho, wibrować.
-Czego? -powiedziałam obojętnie.
-Szykuj się, bo za trzy godziny po ciebie przyjeżdżam. -znowu ten debil...
-Odpierdol się ode mnie! Nigdzie nie idę! -wykrzyczałam do komórki.
-Tak, jak mówiłem. Szykuj się i ubierz jakoś ładnie. -zaśmiał się.
Mi wcale nie było do śmiechu.
-To mi może daj na "coś ładnego" pieniądze. Bo nie wiem, czy kurwa wiesz, ale mnie na to nie stać! -rzuciłam telefonem o kanapę.
Zsunęłam się po ścianie i zaczęłam cicho szlochać.
Jaki z niego chuj i piepszony optymista!
Nic do niego nie dociera!
Chyba ma jakieś problemy ze słuchem.
'No i do tego jest taki przystojny.'
Ughh... Czasami Esla działa mi na nerwy.
Nie jest przystojny, przynajmniej dla mnie.
Nie ważne jakby nie wyglądał, nie umówię się z nim.
Przez niego płaczę.
'Przez niego? Raczej przez twoje lenistwo...'
Mniejsza z tym. Nigdzie się z nim nie wybieram.
Dzisiaj, jutro, nigdy...
***
-Płaczesz? -ktoś zaczął rzucać kamieniami w moje okno.
Ale się gościu pospieszył. Trzy godziny po tym, jak zadzwonił.
-Nie. A pozatym, co cię to obchodzi? -zapytałam wychodząc na balkon.
-Tylko tak pytam. Swoją drogą, wiesz która jest godzina? -cwaniacki uśmiech wpełz na jego usta.
Nie, nie wiem. Nie stać mnie na srebrnego Rolexa*.
-Nie mam pojęcia! -powiedziałam sarkastycznie. -Chyba szesnasta! Zgadłam?
-Poprawna odpowiedź. Zabieram cię do najlepszej restauracji w mieście. -oznajmił.
Szkoda tylko, że nigdzie z nim nie idę.
Pozatym nawet nie zapytał się, czy w ogóle chcę tam iść!
Znalazł się gentelman...
-Taa... Zabierz tam inną, naiwną laske. -zwróciłam się w stronę wejścia do domu.
-Jak chcesz. Możemy zjeść u ciebie. -zabrał z samochodu koszyk z jedzeniem i zaczął iść w kierunku drzwi frontowych.
-No chyba cię pojebało! Wypierdalaj stąd, natychmiast! -wykrzyczałam.
Szybko zbiegłam na dół i stanęłam w progu drzwi.
-Tak mnie lubisz, że sama mi drzwi otwierasz? -uniusł jedną brew.
Kawowe teńczówki wpatrywały się we mnie.
Mulat był dość wysoki, a posturą dorównywał Jack'owi.
Ubrał się w czarny garniak i wyglądał trochę śmiesznie z tym koszyczkiem w ręku.
Kiedy się uśmiechał dwie małe zmarszczki pojawiały się w końcikach jego oczu.
To wyglądało nawet słodko.
Wcześniej tego nie zauważyłam.
Pierwszy raz stoję z nim twarzą w twarz.
Blisko, kilka milimetrów od niego.
Prawie, że stykaliśmy się nosami.
Dziwne... Czemu nie dam mu poprostu z liścia?
-Od kiedy cię spotkałem, chciałem to zrobić. -przysunął się jeszcze bliżej.
Rozsunął wargi i...
*Rolex -zegarek na rękę, znanej firmy "Rolex"
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak, jak obiecałam, wstawiłam Grey'u.
Dodałam taki mały opis wyglądu mulata.
Jak myślicie, co zrobi brązowooki?
Chyba się domyślacie?
Następny rozdział przewiduję w środę, bo wyjeżdżam w ten piątek do Szczecina na turniej.
Życzcie mi powodzenia, Lol xd
W czwartek wróciłam z Elbląga i zdobyłam z moją drużyną 1 miejsce :)
Tak chciałam się pochwalić, heh :p
Życzę miłego czytania i jeśli chodzi o wasze blogi to jutro postaram się nadrobić wszelkie zaległości z czytaniem.
naprawdę masz talent pisz jak najdłużej mam nadzieję że niedługo dodasz następny rozdział
OdpowiedzUsuńA jednak przyjechał do niej, nieugięty jest. I dobrze, myślę, że ją wyleczy z chorobliwej nienawiści do płci brzydszej :)
OdpowiedzUsuńCiekawe czy da mu z liścia czy mu sie podda, myślę, że raczej to drugie :P
Zapraszam do siebie na nowy rozdział
http://nim-ci-zaufam.blogspot.com/
Wow.. Ona pewnie go spoliczkuje..są tacy uroczy xdd :) kocham.. Hahah mam swój fanowski podpis..
OdpowiedzUsuńJulia Grey, prezes firmy Grey Enterprises Holdings Inc.
Hahah piękny rozdział xd
Pooooowoooooodzenia! :*
OdpowiedzUsuńRozdział super! Geniusz! Geniusz! Geniusz!
Ja od razu dała bym gościowi w mordę! Zaczęła mi się udzielać wściekłość głownej bohaterki (co oznacza, że świetnie piszesz).
Jeśli chodzi o pytanie, co stanie się dale to: Facet rozchyli wargi, ona będzie myśleć o pocałunku, aż tu nagle pada pytanie:
- Może wpuścisz mnie do środka, co?
Albo coś w tym stylu ;)
Pisz dalej, bo ja czekam i się doczekać nie mogę!
Życzę weny, ślę całuski :*
P.S. Jesteś na Top 10 moich ulubionych blogów, gratulacje! :D
Jejku :D Bardzo dziękuje! Twój blog też jest super!
UsuńCo do rozdziałow to trochę miałam zalatany tydzień, ale jutro wszystko nadrobię.
Dzięki za te słowa, są bardzo motywujące :)