Co on tu robił?
-Nic nie mów -powiedział spokojnym głosem.
'Nic nie mów. Ja pierdole, nie możesz ruszać szczęką, to chyba logiczne, że nic nie powiesz. Hahaha, jaki debil!'
Ugh, Elsa... To nie pora na żarty.
Cholerny ból, pieprzony Malik i ten glinarz Brooks.
Tylko te wydarzenia pamiętam.
A i jeszcze to, że te skurwysyny naparzali się po mordzie.
Nie wiem dlaczego mam połamaną kość.
Dlaczego boli mnie głowa.
Jak się znalazłam w szpitalu.
Nie pamiętam niczego, co się stało po godzinie 24.00.
O ile mi się to nie śniło.
-Nic nie mów -powiedział spokojnym głosem.
'Nic nie mów. Ja pierdole, nie możesz ruszać szczęką, to chyba logiczne, że nic nie powiesz. Hahaha, jaki debil!'
Ugh, Elsa... To nie pora na żarty.
Cholerny ból, pieprzony Malik i ten glinarz Brooks.
Tylko te wydarzenia pamiętam.
A i jeszcze to, że te skurwysyny naparzali się po mordzie.
Nie wiem dlaczego mam połamaną kość.
Dlaczego boli mnie głowa.
Jak się znalazłam w szpitalu.
Nie pamiętam niczego, co się stało po godzinie 24.00.
O ile mi się to nie śniło.
Zaczęłam się rozglądać dookoła.
Na szczęście Malika nigdzie nie było.
Ale przyznam, że mam wielką ochotę, pierdolnąć go w tą bogatą buźkę.
Tak mocno, że będzie musiał wydać swoją kasę na nowe zęby.
-Chcesz pić, jeść, albo może... Się przytulić? -szeroko się uśmiechnął.
Że co kurwa?! Czy ja się przesłyszałam???
Chwyciłam szpitalny basen i z całej siły rzuciłam go w głowę.
Metalowy przedmiot trafił go prosto w czoło.
Niestety nie na tyle mocno, by zemdlał.
-Hahaha. Prawidłowo, powinien dostać jeszcze mocniej za tą szczękę -w drzwiach pojawił się Malik.
To przez Brooks'a mam złamaną szczękę?
Nie, zaraz, zaraz.
Przecież Malik to kłamliwa świnia.
Pewnie kłamie. Jak zawsze.
-Przyznałbyś się, a nie wprowadzasz ją w błąd -parsknął śmiechem Brooks.
Więc to był Malik? A może Brooks?
Jeden to kłamliwa świnia, a drugi to glina.
Nie ufam policji. Nie ufam Malik'owi.
Nie ufam kurwa nikomu z nich!
Szczerze mówiąc-pierdoli mnie to.
Nie obchodzi mnie, co tak naprawdę się stało.
-Panów proszę o wyjście -do sali wszedł chyba... lekarz.
Nie jestem pewna. Nie wyglądał zbyt profesjonalnie.
Poza tym był zbyt umięśniony.
Obydwoje wyszli z sali.
Ten lekarz mi kogoś przypominał...
-Witam panno Lee -ten głos...
Jest tak niski i ciężki.
Unosi się w powietrzu, odbijając echem o ściany.
Niczym pięćdziesiąt kilo czystej zgrozy.
Jest jak milion piłek lekarskich, które latają po całej sali.
"Witam panno Lee", "Witam panno Lee"...
Kto to może do cholery być?!
Na szczęście Malika nigdzie nie było.
Ale przyznam, że mam wielką ochotę, pierdolnąć go w tą bogatą buźkę.
Tak mocno, że będzie musiał wydać swoją kasę na nowe zęby.
-Chcesz pić, jeść, albo może... Się przytulić? -szeroko się uśmiechnął.
Że co kurwa?! Czy ja się przesłyszałam???
Chwyciłam szpitalny basen i z całej siły rzuciłam go w głowę.
Metalowy przedmiot trafił go prosto w czoło.
Niestety nie na tyle mocno, by zemdlał.
-Hahaha. Prawidłowo, powinien dostać jeszcze mocniej za tą szczękę -w drzwiach pojawił się Malik.
To przez Brooks'a mam złamaną szczękę?
Nie, zaraz, zaraz.
Przecież Malik to kłamliwa świnia.
Pewnie kłamie. Jak zawsze.
-Przyznałbyś się, a nie wprowadzasz ją w błąd -parsknął śmiechem Brooks.
Więc to był Malik? A może Brooks?
Jeden to kłamliwa świnia, a drugi to glina.
Nie ufam policji. Nie ufam Malik'owi.
Nie ufam kurwa nikomu z nich!
Szczerze mówiąc-pierdoli mnie to.
Nie obchodzi mnie, co tak naprawdę się stało.
-Panów proszę o wyjście -do sali wszedł chyba... lekarz.
Nie jestem pewna. Nie wyglądał zbyt profesjonalnie.
Poza tym był zbyt umięśniony.
Obydwoje wyszli z sali.
Ten lekarz mi kogoś przypominał...
-Witam panno Lee -ten głos...
Jest tak niski i ciężki.
Unosi się w powietrzu, odbijając echem o ściany.
Niczym pięćdziesiąt kilo czystej zgrozy.
Jest jak milion piłek lekarskich, które latają po całej sali.
"Witam panno Lee", "Witam panno Lee"...
Kto to może do cholery być?!
Patrzyłam podejrzliwie na każdy jego ruch.
Ugh, gdybym tylko mogła się odezwać.
-Jakiś problem? -uniósł pytająco brew.
Ugh, gdybym tylko mogła się odezwać.
-Jakiś problem? -uniósł pytająco brew.
Chryste Panie... To on.
Z moich ust wydał się stłumiony krzyk.
Cholerna szczęka, zabolało...
Strach zżerał mnie od środka. Zaraz coś mi zrobi, zemści się...
Nerwowo obrócił się w moją stronę.
Fala zimnego potu zalała moje ciało.
Już po mnie, już po mnie, już po mnie.
Chwycił strzykawkę wypełnioną jakąś cieczą.
Zbliżał się do mnie. Odruchowo zamknęłam oczy.
Chory psychopata, mści się za to, co on sam zrobił.
-Zostaw ją! -usłyszałam głos Malika.
Właśnie oddałam się w ręce Morfeusza, bądź ponurego żniwiarza...
---------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------
Witajcie po dość długiej przerwie!
W końcu dokończyłam ten rozdział.
Nie jestem z niego do końca zadowolona.
No ale, ostateczną opinię pozostawiam wam.
Miłego czytania :)