sobota, 14 lutego 2015

Rozdział Jedenasty

-Acai? Acai obudź się -ktoś dźgał mnie w brzuch.
Otworzyłam oczy. W okół mnie stało prawdobodobnie pół personelu szpitala, Malik i Brooks.
-Wiesz kto to był? -jedna z pielęgniarek zadała mi pytanie.
'Nie kłam. Może w końcu wsadzą go do pierdla. Przecież go nienawidzisz. Acai nie kłam.' 
Szybko pokiwałam głową na nie.
'Ughh.. Idiotka z ciebie.'
Jak go wydam to mnie zabije.
Jak go nie wydam to może mnie nie zabije.
Ale z dużym naciskiem na "może".
Pierdolony psychopata. Nienawidzę go.
Oby drugi raz tu nie przyszedł.
-Na pewno? -spytał donośnym głosem Brooks.
Ponownie odpowiedziałam tak samo.
'Idiotka, debilka i nie wiem co jeszcze.'
-Chyba już raz mówiła, że nie wie kto to! -wydarł się Malik.
O mało co nie rzucił się na niego z pięściami.
Brooks pokazał mu środkowy palec i wyszedł z sali.
Za nim wszyscy pozostali, oczywiście oprucz pana Malika.
-Jestem Zayn -oświadczył podając mi ręke.
Uniosłam brwi w zdziwieniu.
-Zayn. Zayn Jawaad Malik. Tak się nazywam.
Doobraa... To trochę więcej niż dziwne.
Po co mi to mówi? 
-A ty Acai Pamela Lee.
Skąd on kurwa zna moje pełne nazwisko?!
Skąd on w ogóle zna moje imie?
Aaaa... Acai Lee miastowa pijaczka...
-Czas na twoje odwiedziny już się skończył -do sali wszedł Brooks.
-Weź wypierdalaj -powiedział Zayn.
-Może sam w końcu stąd "wypierdolisz", nie jesteś sam na świecie -zarysował znak cudzysłowia w powietrzu.
Zayn po rzuceniu "pierdol się", wyszedł z sali.
Brooks usiadł na krześle obok łóżka.
-Jestem Jai. Jai Brooks.
Oni się obydwaj zmówili? 
"Nazywam się Zayn... Jestem Jai."
Posrało ich? Co dzisiaj jest, dzień debili?
'Bardzo prawdopodobne Acai. A ty jesteś największą debilką z nich wszystkich.'
Zamknij ryj Elsa! Ja tylko próbuje uratować sobie życie!
-To Malik cię uderzył. Widziałem nagranie -westchnął Brooks.
Malik? Można się było spodziewać.
-Nie prawda! To Brooks! Ja też widziałem to nagranie! -wrzasnął Zayn.
Jebany podsłuchiwał! Zabije go.
Wzięłam kartkę i długopis. Napisałam na kartce "WYPIERDALAĆ!!!" i pokazałam im.
Oboje wyszli, mrucząc coś pod nosem.
Nie obchodzi mnie kto wymierzył cios.
Wina leży po obu stronach. 
Oni się bili, a ja chciałam ich rozdzielić.
Trzeba było dać im się pozabijać.
-----------------------------------------------
Wesołego walentego!

sobota, 17 stycznia 2015

Rodział Dziesiąty

Co on tu robił?
-Nic nie mów -powiedział spokojnym głosem.
'Nic nie mów. Ja pierdole, nie możesz ruszać szczęką, to chyba logiczne, że nic nie powiesz. Hahaha, jaki debil!'
Ugh, Elsa... To nie pora na żarty.
Cholerny ból, pieprzony Malik i ten glinarz Brooks.
Tylko te wydarzenia pamiętam.
A i jeszcze to, że te skurwysyny naparzali się po mordzie.
Nie wiem dlaczego mam połamaną kość.
Dlaczego boli mnie głowa.
Jak się znalazłam w szpitalu.
Nie pamiętam niczego, co się stało po godzinie 24.00.
O ile mi się to nie śniło.
Zaczęłam się rozglądać dookoła.
Na szczęście Malika nigdzie nie było.
Ale przyznam, że mam wielką ochotę, pierdolnąć go w tą bogatą buźkę.
Tak mocno, że będzie musiał wydać  swoją kasę na nowe zęby.
-Chcesz pić, jeść, albo może... Się przytulić? -szeroko się uśmiechnął.
Że co kurwa?! Czy ja się przesłyszałam???
Chwyciłam szpitalny basen i z całej siły rzuciłam go w głowę.
Metalowy przedmiot trafił go prosto w czoło.
Niestety nie na tyle mocno, by zemdlał.
-Hahaha. Prawidłowo, powinien dostać jeszcze mocniej za tą szczękę -w drzwiach pojawił się Malik.
To przez Brooks'a mam złamaną szczękę?
Nie, zaraz, zaraz.
Przecież Malik to kłamliwa świnia.
Pewnie kłamie. Jak zawsze.
-Przyznałbyś się, a nie wprowadzasz ją w błąd -parsknął śmiechem Brooks.
Więc to był Malik? A może Brooks?
Jeden to kłamliwa świnia, a drugi to glina.
Nie ufam policji. Nie ufam Malik'owi.
Nie ufam kurwa nikomu z nich!
Szczerze mówiąc-pierdoli mnie to.
Nie obchodzi mnie, co tak naprawdę się stało.
-Panów proszę o wyjście -do sali wszedł chyba... lekarz.
Nie jestem pewna. Nie wyglądał zbyt profesjonalnie.
Poza tym był zbyt umięśniony.
Obydwoje wyszli z sali.
Ten lekarz mi kogoś przypominał...
-Witam panno Lee -ten głos...
Jest tak niski i ciężki.
Unosi się w powietrzu, odbijając echem o ściany.
Niczym pięćdziesiąt kilo czystej zgrozy.
Jest jak milion piłek lekarskich, które latają po całej sali.
"Witam panno Lee", "Witam panno Lee"...
Kto to może do cholery być?!
Patrzyłam podejrzliwie na każdy jego ruch.
Ugh, gdybym tylko mogła się odezwać.
-Jakiś problem? -uniósł pytająco brew.
Chryste Panie... To on.
Z moich ust wydał się stłumiony krzyk.
Cholerna szczęka, zabolało...
Strach zżerał mnie od środka. Zaraz coś mi zrobi, zemści się...
Nerwowo obrócił się w moją stronę.
Fala zimnego potu zalała moje ciało.
Już po mnie, już po mnie, już po mnie.
Chwycił strzykawkę wypełnioną jakąś cieczą.
Zbliżał się do mnie. Odruchowo zamknęłam oczy.
Chory psychopata, mści się za to, co on sam zrobił.
-Zostaw ją! -usłyszałam głos Malika.
Właśnie oddałam się w ręce Morfeusza, bądź ponurego żniwiarza...
---------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------
Witajcie po dość długiej przerwie!
W końcu dokończyłam ten rozdział.
Nie jestem z niego do końca zadowolona.
No ale, ostateczną opinię pozostawiam wam.
Miłego czytania :)
 
 
 
 
 
 

piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział Dziewiąty

Rozdział Dziewiąty

-Nie masz nic lepszego do roboty? -spytałam, wywracając oczami.
Malik podbiegł do stalowej kraty i wpatrywał się we mnie.
-Wpłacę za ciebie kaucje. Wszystko będzie dobrze -chciał mnie uspokoić.
-Będzie dobrze jak się stąd, łaskawie ulotnisz -nie szczerze się uśmiechnęłam.
Malik popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
-Chyba coś powiedziała cioto -chrząknął Brooks.
Chłopak podszedł do Brooks'a ze wściekłością w oczach.
Złapał go za koszulkę i przycisnął do ściany.
-Zamknij swoją mordę i nie mów mi co mam robić psie -napluł mu w twarz.
Faceci... Świnie z której strony, by nie patrzeć.
Gliniarz (Brooks) zasadził mulatowi lewego sierpowego.
Malika odrzuciło na bok, ale już po chwili siedział na Brooks'ie i okładał go po twarzy.
Szarpali się, obijali o ściany, kopali po brzuchu.
Co chwilę upadali na podłogę, krew lała się im z nosa.
Smith nie mógł zareagować, bo sam zostałby wciągnięty do bijatyki.
W powietrzu było czuć pot i siarczysty zapach krwi.
Cała ta szamotanina trwała w nie skończoność, a ja nie mogłam znieść wydawanych przez nich krzyków.
Zabrałam klucze (od celi) Smithowi, który stał tuż przy kracie.
Otworzyłam celę i wybiegłam z niej.
Podeszłam do bijących się chłopaków.
-Uspokójcie się do cholery! -krzyczałam.
Promile alkoholu dawały o sobie znać, a szum w mojej głowie nie chciał ustąpić.
Mimo tego próbowałam ich rozdzielić.
Nic z tego. Jak grochem o ścianę. 
-Odpierdol się w końcu! -powiedział któryś z nich.
Nagle coś uderzyło mnie w szczękę.
Przed oczami miałam tylko kolorowe plamy.
W ustach poczułam metaliczny smak krwi...

Zayn's POV
Acai z zawrotną prędkością upadła na podłogę.
Z ust polała się jej krew.
Nie do końca było pewne kto ją uderzył.
-Ja pierdole! Czy ty jesteś jakiś nienormalny?!!! -wydarł się na mnie ten chłopaczyna.
-Słuchaj cioto. Jak nie u miesz się bić to nie moja sprawa. Ale po cholerę ją uderzyłeś?! - cały kipiałem złością.
To na pewno nie ja. 
Nie mógłbym jej uderzyć.
Nie jestem jakimś damskim bokserem.
-Do reszty was popierdoliło?! Zachowujecie się jak dzieci! Nie widzicie, że któryś z was połamał jej szczęke! - ten drugi wymachiwał rękami.
Kurwa faktycznie. Acai leży jak zabita.
Po ściane spływa stróżka krwi.
Zabiję tego pieprzonego gliniarza!
Nie Malik spokojnie. Jesteś boski.
Uspokuj się. 
-Dobra dzwoń po karetkę -rzucił od niechcenia koleś, który się ze mną bił.
***
Acai POV
Otworzyłam oczy. 
Cholernie bolała mnie głowa.
Znajdowałam się w szpitalu.
Biały, biały, sprany biały, brudny biały...
Wszędzie kurwa biało!
Aż się zrzygać można.
A tak w ogóle to, co ja tu robię?
-Acai! Dzięki Bogu! Żyjesz -do sali wbiegł Brooks.
Chciałam coś powiedzieć. Ale co to?
O super! Nie mogę ruszać szczęką.
------------------------------------------------------------------------------------
Miałam mały urlop. 
Jak widać to dzięki niemu napisałam ten rozdział.
Czasami poprostu trzeba się oderwać, wyłączyć i pomyśleć trochę.
Dobrze zrobiła mi ta przerwa.
I nie obrażajcie się na mnie, bo ten urlop był mi bardzo potrzebny.
Jak powietrze! 
Jestem śmiertelnie poważna. 
Nie żartuję sobie.
Poprostu miałam za dużo na głowie... 
Nie spawdzałam błędów.