Szłam ciemnymi uliczkami, skręcając co chwilę.
Słońce jeszcze nie wstało.
Nie poszłam do pracy, mam kaca, boli mnie głowa.
Nie chcę robić nic oprócz chodzenia.
Tylko to daje mi jakieś poczucie stabilności.
Wdycham świeże, nie skażone niczym powietrze.
Idę dalej. Na trawie widać lekki przymrozek.
Wielka szyba sklepu zoologicznego została otulona kożuchem szronu.
Chowam nos w ciepły szalik.
Cały czas zmierzam w tym samym kierunku.
Bez konkretnego celu. Bez konkretnego powodu.
Może zajdę na koniec świata?
'Ech... Idiotka.'
Przecieram zmęczone oczy i w pół mroku dostrzegam czarną sylwetkę mężczyzny.
Tylko człowieka mi tutaj brakowało...
Postać przechodzi obok mnie z wyraźną obojętnością.
Jak dobrze, że nic nie powiedział.
Chcę zostać sama. Sama ze swoimi myślami.
Sama ze swoim alter-ego.
Sama, kompletnie sama...
Bez niczyjego gadania.
-Hej! Pamiętasz mnie? Rozmawialiśmy wczoraj w barze. -jak na złość...
-Nie, nie pamiętam. Cześć. -skinęłam lekko głową i zaczęłam iść dalej.
-Nie skończyłem. -złapał mnie za przedramię i przyciągnął mnie w to samo miejsce.
-A ja tak. -wbiłam paznokcie w jego dłoń.
-Może się gdzieś spotkamy? Wiesz, tak żeby pogadać? -przygryzł wargę.
Puścił moje przedramię i się cwaniacko uśmiechnął.
-Nigdy, nigdzie, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. -wysyczałam przez zęby słowa pełne jadu.
'Czterdzieści osiem godzin i nie żyjesz, co nie?'
Rzuciłam mu groźne spojrzenie i ruszyłam przed siebie.
-Czyli jesteśmy umówieni? -zaśmiał się brunet.
-Czego ty kurwa nie rozumiesz?! -wykrzyczałam, podchodząc do niego.
-Myślisz, że poświecisz tymi, swoimi niebieskimi oczkami i wszystko będzie twoje?!
-Niebieskimi? One są brązowe. -zmrużył oczy.
-Brązowe, ale? -zrobiłam pytającą minę.
'No, no. Nieźle się schlaliśmy wczoraj, co?'
-Mniejsza z tym. Znalazłbyś sobie lepsze zajęcie, niż zaczepianie obcych ludzi na ulicy.
Brunet tylko skinął głową i odszedł w nieznane.
Lepiej dla mnie.
Słońce jeszcze nie wstało.
Nie poszłam do pracy, mam kaca, boli mnie głowa.
Nie chcę robić nic oprócz chodzenia.
Tylko to daje mi jakieś poczucie stabilności.
Wdycham świeże, nie skażone niczym powietrze.
Idę dalej. Na trawie widać lekki przymrozek.
Wielka szyba sklepu zoologicznego została otulona kożuchem szronu.
Chowam nos w ciepły szalik.
Cały czas zmierzam w tym samym kierunku.
Bez konkretnego celu. Bez konkretnego powodu.
Może zajdę na koniec świata?
'Ech... Idiotka.'
Przecieram zmęczone oczy i w pół mroku dostrzegam czarną sylwetkę mężczyzny.
Tylko człowieka mi tutaj brakowało...
Postać przechodzi obok mnie z wyraźną obojętnością.
Jak dobrze, że nic nie powiedział.
Chcę zostać sama. Sama ze swoimi myślami.
Sama ze swoim alter-ego.
Sama, kompletnie sama...
Bez niczyjego gadania.
-Hej! Pamiętasz mnie? Rozmawialiśmy wczoraj w barze. -jak na złość...
-Nie, nie pamiętam. Cześć. -skinęłam lekko głową i zaczęłam iść dalej.
-Nie skończyłem. -złapał mnie za przedramię i przyciągnął mnie w to samo miejsce.
-A ja tak. -wbiłam paznokcie w jego dłoń.
-Może się gdzieś spotkamy? Wiesz, tak żeby pogadać? -przygryzł wargę.
Puścił moje przedramię i się cwaniacko uśmiechnął.
-Nigdy, nigdzie, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. -wysyczałam przez zęby słowa pełne jadu.
'Czterdzieści osiem godzin i nie żyjesz, co nie?'
Rzuciłam mu groźne spojrzenie i ruszyłam przed siebie.
-Czyli jesteśmy umówieni? -zaśmiał się brunet.
-Czego ty kurwa nie rozumiesz?! -wykrzyczałam, podchodząc do niego.
-Myślisz, że poświecisz tymi, swoimi niebieskimi oczkami i wszystko będzie twoje?!
-Niebieskimi? One są brązowe. -zmrużył oczy.
-Brązowe, ale? -zrobiłam pytającą minę.
'No, no. Nieźle się schlaliśmy wczoraj, co?'
-Mniejsza z tym. Znalazłbyś sobie lepsze zajęcie, niż zaczepianie obcych ludzi na ulicy.
Brunet tylko skinął głową i odszedł w nieznane.
Lepiej dla mnie.
***
Rozluźniłam ramiona, kładąc się na kanapie.
Mieszkam w małym mieszkanku, połączonym razem z warsztatem.
To głupie, że ludzie mówią : "Miejsce kobiety jest w kuchni."
Moje miejsce jest tu, wśród samochodów i motocyklów.
Nie umiem ugotować chodź by najprostszej zupy.
A co dopiero usmażyć kotleta.
Ja i moje zdolności ograniczają się do naprawiania aut.
Chciałabym na tym zarabiać.
Ale "chcieć" nie znaczy "móc".
Moja praca jest męcząca, niestabilna i przede wszystkim okropna.
Przez dziesięć godzin muszę wyładowywać różnego typu maszyny.
Nie, nie chodzi o lodówki, czy zmywarki.
Tylko o jakieś pierdolone maszyny fabryczne, które ważą po 3 tony.
Często sprzęt wysiada, godziny lecą, a ty stoisz sam, jak palec i głowisz się co zrobić, żeby szef się nie dowiedział, że coś nawaliło.
Nienawidzę tej pracy.
Szef to świnia, pracownicy to zachłanne szmaty, które uważają, że to ty jesteś plebsem i ciemną masą do wykonywania poleceń.
'Panie i panowie macie przed sobą najniższy stopień pracownika w tej oto firmie.'
Wszyscy tam uważają się tam za lepszych ode mnie.
Przychodzą do pracy ubrani w odświętne garnitury, zamszowe lakierki i często niepasujące krawaty.
A ja dostałam tylko za duże, firmowe fachy, bo przecież muszę odstawać od reszty.
Wszyscy patrzą na mnie z góry i myślę, że nawet Szarik (pies jednego z pracowników) jest lepszy ode mnie!
To nienormalne! Żeby zwierzę miało wyższy stopień pracy odemnie!
Moja tygodniowa wypłata jest mniejsza od ceny dania głównego w średniej klasy restauracji!
Ledwo starcza na świeży chleb, co rano.
Przyznam się bez bicia.
Moje życie jest do dupy.
Stoczyłam się na dno.
Głębokie, cholernie wyboiste i usiane pułapkami dno.
Stoczyłam się szybko i skutecznie.
Od razu, kiedy kupiłam to mieszkanie.
Wszystko co miałam, od razu wydałam.
Ale co miałam zrobić?
Pójść pod most, bo nikt, by mnie nie chciał nawet w schronisku?
-Ma n'atu sole
cchiu' bello, oi ne'.
'o sole mio
sta 'nfronte a te!
o sole, o sole mio
sta 'nfronte a te!
sta 'nfronte a te! -zaśpiewał ktoś pod moim oknem.
-Czego tu kurwa?! -wyjrzałam przez nie.
I kogo tam widzę? Oczywiście Pana "czyli jesteśmy umówieni"!
-Moja lubo, czy dasz się zaprosić na uroczystą wieczerzę? -uklęknął na jednym kolanie.
Miał na sobie sombrero i jakieś dziwne kolorowe ubranie. W ręku trzymał ukulele.
-Jeszcze raz brzdękniesz tym ukulele, to osobiście zejdę tam i wsadzę ci je w dupę! -krzyknęłam pełna wściekłości.
-Może być przyjemnie. -roześmiał się Mulat.
-Nie umówię się z tobą! Pogódź się z tym! -jaki on jest wkurwiający.
Po co ja tam wtedy tyle siedziałam...
To wszystko przez moje chlanie.
Gdyby nie to, to może go bym tam nie spotkała.
-Czyli jutro o szesnastej! Czekam moja droga. -powiedział i zniknął z moich oczu.
'Hej, a pamiętasz, jak Jack tak zrobił?'
On zrobił to samo. Jack też grał mi tą samą melodię pod oknem.
Podobno historia lubi się powtarzać.
'Jack odszedł, strach po nim nie...'
---------------------------------------------------------------------------------
Dziękuję wszystkim za wcześniejsze komentarze!!!!
Bardzo miło się czytało wasze komentarze i oczywiście dały mi one jeszcze większego kopa do pisania :)
Zastanawiałam się, czy nie zrobić takiej zakładki z informacjami o życiu Acai?
Może byłby to dobry pomysł?
Wybierzcie :D
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba.
A jeżeli chodzi o tajemniczego bruneta...
Jeszcze nie raz pojawi się w życiu Aci.
Miłego czytania i zapraszam do komentowania!
Mieszkam w małym mieszkanku, połączonym razem z warsztatem.
To głupie, że ludzie mówią : "Miejsce kobiety jest w kuchni."
Moje miejsce jest tu, wśród samochodów i motocyklów.
Nie umiem ugotować chodź by najprostszej zupy.
A co dopiero usmażyć kotleta.
Ja i moje zdolności ograniczają się do naprawiania aut.
Chciałabym na tym zarabiać.
Ale "chcieć" nie znaczy "móc".
Moja praca jest męcząca, niestabilna i przede wszystkim okropna.
Przez dziesięć godzin muszę wyładowywać różnego typu maszyny.
Nie, nie chodzi o lodówki, czy zmywarki.
Tylko o jakieś pierdolone maszyny fabryczne, które ważą po 3 tony.
Często sprzęt wysiada, godziny lecą, a ty stoisz sam, jak palec i głowisz się co zrobić, żeby szef się nie dowiedział, że coś nawaliło.
Nienawidzę tej pracy.
Szef to świnia, pracownicy to zachłanne szmaty, które uważają, że to ty jesteś plebsem i ciemną masą do wykonywania poleceń.
'Panie i panowie macie przed sobą najniższy stopień pracownika w tej oto firmie.'
Wszyscy tam uważają się tam za lepszych ode mnie.
Przychodzą do pracy ubrani w odświętne garnitury, zamszowe lakierki i często niepasujące krawaty.
A ja dostałam tylko za duże, firmowe fachy, bo przecież muszę odstawać od reszty.
Wszyscy patrzą na mnie z góry i myślę, że nawet Szarik (pies jednego z pracowników) jest lepszy ode mnie!
To nienormalne! Żeby zwierzę miało wyższy stopień pracy odemnie!
Moja tygodniowa wypłata jest mniejsza od ceny dania głównego w średniej klasy restauracji!
Ledwo starcza na świeży chleb, co rano.
Przyznam się bez bicia.
Moje życie jest do dupy.
Stoczyłam się na dno.
Głębokie, cholernie wyboiste i usiane pułapkami dno.
Stoczyłam się szybko i skutecznie.
Od razu, kiedy kupiłam to mieszkanie.
Wszystko co miałam, od razu wydałam.
Ale co miałam zrobić?
Pójść pod most, bo nikt, by mnie nie chciał nawet w schronisku?
-Ma n'atu sole
cchiu' bello, oi ne'.
'o sole mio
sta 'nfronte a te!
o sole, o sole mio
sta 'nfronte a te!
sta 'nfronte a te! -zaśpiewał ktoś pod moim oknem.
-Czego tu kurwa?! -wyjrzałam przez nie.
I kogo tam widzę? Oczywiście Pana "czyli jesteśmy umówieni"!
-Moja lubo, czy dasz się zaprosić na uroczystą wieczerzę? -uklęknął na jednym kolanie.
Miał na sobie sombrero i jakieś dziwne kolorowe ubranie. W ręku trzymał ukulele.
-Jeszcze raz brzdękniesz tym ukulele, to osobiście zejdę tam i wsadzę ci je w dupę! -krzyknęłam pełna wściekłości.
-Może być przyjemnie. -roześmiał się Mulat.
-Nie umówię się z tobą! Pogódź się z tym! -jaki on jest wkurwiający.
Po co ja tam wtedy tyle siedziałam...
To wszystko przez moje chlanie.
Gdyby nie to, to może go bym tam nie spotkała.
-Czyli jutro o szesnastej! Czekam moja droga. -powiedział i zniknął z moich oczu.
'Hej, a pamiętasz, jak Jack tak zrobił?'
On zrobił to samo. Jack też grał mi tą samą melodię pod oknem.
Podobno historia lubi się powtarzać.
'Jack odszedł, strach po nim nie...'
---------------------------------------------------------------------------------
Dziękuję wszystkim za wcześniejsze komentarze!!!!
Bardzo miło się czytało wasze komentarze i oczywiście dały mi one jeszcze większego kopa do pisania :)
Zastanawiałam się, czy nie zrobić takiej zakładki z informacjami o życiu Acai?
Może byłby to dobry pomysł?
Wybierzcie :D
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba.
A jeżeli chodzi o tajemniczego bruneta...
Jeszcze nie raz pojawi się w życiu Aci.
Miłego czytania i zapraszam do komentowania!
No Hej laska może wyskoczymy gdzies ?? ^-^ Brzdęknij tym okulele to wsadze ci je w dupe! GRRR Groźna Alkocholiczka :D
OdpowiedzUsuńCzeekam na next Sis :*
Acai go nie chce to ja go wezmę ! :)
OdpowiedzUsuńRozdział cudowny, kocham twoje opisy...są takie grr i mrrr i w ogóle fajne XD
ciudo szablon..;)
Przypierdzielę się tylko do jednego..;)
Cini mini moja jak ci handball na to pozwoli to dodawaj częściej rozdziały :*
Pozdrawiam^^
Handball, jak to handball jest go dużo i w czwartek znowu wyjeżdżam, potem nie ma mnie 5 grudnia i przyjeżdżam dopiero 8 grudnia. Potem może się zdażyć jakiś turniej, ale postaram się pisać szybciej :)
UsuńMoja sportwoman :D będę czekać :)
UsuńCóż mogę powiedzieć, podoba mi się, ale jakoś tak czuję niedosyt. Chyba przez to, że brakuje mi opisów. Wiesz, tego co się dzieje dookoła, uczuć Acai (choć przyznam, ze cały tekst jest bardzo emocjonalny), wyglądu Mulata. Poza tym ok. Zastanawiam się jak długo będzie go spławiać :P
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie na nowy rozdział
http://nim-ci-zaufam.blogspot.com/
Pozdrawiam cieplutko :**