wtorek, 18 listopada 2014

Rozdział Pierwszy

-Whyski z colą i lodem, cienko krojony plasterek cytryny i kieliszek wódki. 
Co za wygórowane smaki...
Oczywiście nie chodzi mi o wódkę. 
Sama piję ją codziennie. 
Jakieś osiem kieliszków na dzień.
Przychodzę tu siedem dni w tygodniu.
Monotonnie po pracy. Wstać, ubrać się, iść do pracy, przyjść do baru, wrócić do mieszkania, umyć się, iść spać, a potem przetrwać kolejny tydzień. I tak 24 na 7.*
Ehh, nie wiem po co to robię. Dlaczego tu jestem. Czemu nie jestem jeszcze w domu... Jest już godzina 24.42. 
Boże czemu ja tu jeszcze siedzę?
'Spytaj lepiej siebie idiotko.'
Nienawidzę tu być. Nienawidzę każdej żyjącej i oddychającej istoty w tym zasranym wszechświecie.
-Może drinka? -spytał brunet o, chyba niebieskoszarych oczach?
-Nowy w mieście? -spytałam, patrząc w kieliszek po wódce. 
'Przed chwilą był pełny, pamiętasz?'
-Tak, co dopiero przyjechałem i... -przerwałam mu.
-Nie wysilaj się, bo i tak nic nie zdziałasz. Mam w dupie co powiesz. -spojrzałam na niego obojętnym wzrokiem.
-Co takiego zrobiłem?! -wrzasnął oburzony.
-Urodziłeś się. -zmarszczyłam nos wiedząc, że nie mam już pieniędzy.
Zeskoczyłam z drewnianego stołka i ruszyłam w strone wyjścia.
Chłopak machnął tylko ręką i zajął się jakąś blondynką. 
'Zachowywał się, jak Jack.'
Ugh... To imię wzbudza u mnie odruchy wymiotne. Jest okropne, pełe niewierności i furii. 
'Ale go... No ten... KOCHAŁAŚ?!'
Dobre swormółowanie. "Kochałam"
Kiedyś, dawno temu. Straciłam tyle chwil spędzonych z tym dupkiem. 
'Co? Dziewczyno przecież, to było siedem najlepszych lat twojego życia, wypitych i wyrzyganych do kibla, jak podła wódka.'
Ach te siedem lat. Siedem lat pełnych nienawiści i rozpaczy. Siedem lat z kompletnie niewłaściwą osobą. 
'Stare, dobre czasy. Co nie?'
"Stare"? Tak. Ale, czy "dobre"? Zaprzeczyłabym. 
Na pewno nie były "dobre".
Żyłam na małym metrarzu razem z bombą atomową. Jedem nie właściwy, przecięty kabel i wszystko co stoi na drodze, zamienia się w martwy, nic nie warty proch. Co jest teraz? 
Teraz pałam do niego nienawiścią. 
Tak samo, jak do tego miejsca.  
Ugh, gdybym tylko mogła... 
Mogła coś... Ja...
'No dalej! Powiedz, powiedz, jak bardzo jesteś bezradna. Wykrzcz to!'
Głos mojej podświadomości jest tak strasznie zrzędliwy. 
Właściwie, to nazywa się Elsa. 
Nie lubię, gdy się odzywa. 
Nie lubię tego alter-ego.
Nie lubię jej.
'Zrzęda, zrzęda, zrzęda!'
-Acai!-usłyszałam głos kasjerki.
-Oh, czego znowu? Jestem zbyt pijana, żeby spełniać wasze, zasrane zachcianki. -zgarbiłam się po czym wyprostowałam.
Nadal stałam plecami do barku z alkoholem.
-Trzeba, to naprawić. -jej głos był błagalny, a ja wiszę temu miejscu jakieś 700 dolarów z odsetkami.
Ciągłe bójki, porozbijane szklanki, wybite okno... I wiele innych zdarzeń za które nie zapłaciłam. 
Odwróciłam się w stronę obsługi i ruszyłam, by coś naprawić.
Przeskoczyłam blat i ustałam przed Justi.
-Bo tutaj się złamało, a szef zaraz przyjdzie i ja tego... -patrzyłam na nią kątem oka, oceniając, jak wielkie są szkody.
Zawias od drzwi się złamał. I tyle.
Dzwi leżały przy barze, a obsługa cała dygotała ze strachu.
Bali się, bali się, że szef potrąci im od wypłaty.
No trudno, trzeba będzie coś zdziałać.
-Macie może śrubokręt i kawałek metalowej rurki? Jak tak, to przynieś jeszcze zapalniczkę. -trzeba coś wykombinować.
Oby szef baru nie wrócił, tak szybko, jak sądzę.
Dobry z niego gość, uczciwy i w ogóle...
Ale jakoś nie przypadliśmy sobie do gustu.
Jak ostatnio porysowałam mu samochód gwoździem, to tak nie za specjalne mnie lubi...
-Aci proszę! Szybko! Szef zaraz wraca! -przyniosła to czego potrzebawałam.
-Spo-spokojjnie. Zaraz, zaraz to zrobię. -sprawiałam wrażenie trochę pijanej.
'"Trochę"?! Jesteś nachlana w trzy dupy!"
Ręce mi się trzęsły, śrubokręt wylatywał z rąk. 
Świadomość, że nie zdążę nie dawała mi spokoju. 
'Nie pójdziesz do paki*, nie znowu...'
Normalnie wychodzę przed 1:30.
A zegar wybija 1:42.
Błagam, żeby utkął w korku, błagam, żeby zabrakło mu paliwa, błagam... Błagam o cokolwiek...
Usłyszałam silnik czarnego RangeRovera, który wjeżdżał tylną bramą. 
Szczęk zamka od drzwi.
Potężne kroki w oddali.
Zapalniczka odmawiała posłuszeństwa. 
-No dalej, odpal! -wkońcu odaliła.
Adrenalina sięgała zenitu.
Szybko przygrzałam "zawias" i rzuciłam się do ucieczki.
Lorence sał już przy barze, krzycząc na mnie jakieś obelgi i przekleństwa. 
Z trudem dobiegłam do warsztatu.
Zatrzasnęłam wszystkie, możliwe zamki.
Usiadłam na skórzanej kanapie i odetchnęłam z ulgą.
*Paka -inaczej więzienie.
-------------------------------------------------------
Hej miśki!!! Mamy pierwszy rozdział. Chciałam w nim przedstawić świat Acai i pewnego "chyba niebieskoszaro oki brunet"
Nie, nie Aci nie jest daltonistką.
To pewne powiązanie do następnego rozdziału.
Miłego czytania!!! :*


7 komentarzy

  1. Rozdział cudowny.. Ohh.. Dlaczego go spławiła? :( bardzo, bardzo podobają mi się opisy na początku... Mój zapał do kochania postaci z filmów i książek dał o sb znać w tym rozdziale.. Mianowicie... Jack (hahha kojarzy mi się z Jackiem Mrozem z Strażników Marzeń) i Aleterego głównej bohaterki (Elsa... To jest ta z Krainy Lodu) pamiętasz jak oglądałyśmy parring tych dwóch postaci? No to tak mi się skojarzyło. Bardzo jestem ciekawa co stanie się dalej... Czekam na kolejny...
    Pozdrawiam^^
    Prezes Angel, GreyAngel Holdings Inc.®™
    Hah sorki, ale musiałam to napisać xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi... nie tylko tobie mózg narzucił od razu Else z Krainy lodu xD
      Od razu miałam jej twarz przed oczami ;)

      Usuń
  2. Twoje opisy są niesamowite!
    "Żyłam na małym metrarzu razem z bombą atomową. Jedem nie właściwy, przecięty kabel i wszystko co stoi na drodze, zamienia się w martwy, nic nie warty proch."
    To takie piękne! *.*
    Dopracowałabym tylko wyrazy. (w sensie powtarzania).
    Ale co ja będę smęcić! (napisałam to tylko, bo [niestety] jestem szczera do bólu)
    Piszesz superowo! Narazie opowiadanie jest owiane aurą tajemnoiczości... O jezu jak jabym chciała dowiedzieć się więcej o Jack'u!
    Historia na razie dobrze się rozwija. Pięknie opisujesz jej stan depresyjny (wiem... powiało nauką :P). Chociaż mam nadzieję, że głowna bohaterka w końcu z niej wyjdzie ;)
    Pozdrawiam i całuję :*
    Be Yourself, http://be-lorelei.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. O Boże, rozdział krótki, ale wymowny, zawarłaś w nim wszystko co powinien zawierać. Wcale mnie nie dziwi, ze ma wstręt do facetów, po czymś takim co zobaczyła, ma zupełne prawo nienawidzić męskiej płci!!!
    Choć coś mi mówi, że facet, którego spławiła jeszcze nieraz pojawi się w jej życiu.
    Bardzo mi sie podoba. Mam nadzieję, że kolejny rozdział szybko się pojawi.
    A w wolnej chwili zapraszam do siebie na nowy rozdział, będzie mi miło jeśli zajrzysz :
    http://nim-ci-zaufam.blogspot.com/
    Pozdrawiam :**

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaki genialny wyglą bloga! Niby taki prosty, ale zupełnia trafia w mój gust. Rozdział co prawda krótki, ale twoje rewelacyjne opisy wszystko nadrabiają. Bardzo fajna forma opowiadania. Zapowiada się ciekawie. Czekam na rozdział drugi.
    Twój nowy stały czytelnik życzy weny :*
    http://tommorow-is-beautifull-dream.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. super oby tak dalej masz talent

    OdpowiedzUsuń