środa, 24 grudnia 2014

Rozdział Siódmy

Podkreślenie -wspomnienia.

Biegłam dwa kilometry.
Dwa jebane kilometry!
Przez tego dupka, straciłam dobre cztery godziny życia.
I nikt mi ich teraz nie zwróci.
Mogłabym je wykorzystać na chlanie wódki.
Tak jak teraz. Picie.
Jedyna czynność, która nie wnosi nic do mojego życia.
W przeciwieństwie do Pana, jakże zamożnego Malika.
Który tylko czekał, żeby wejść ze swoimi, obłoconymi buciorami do mojego życia.
Omotać moją psychikę.
To jedyne, co mu się udało.
Mam nadzieję, że ślad na policzku zostanie mu do końca życia.
'Wypijmy za tego, który ma zdychać w męczarniach.'
I Alleluja. Czy Amen. Sama nie wiem.
Jestem zbyt schlana, żeby wiedzieć o czym myślę.
-Wiesz, że masz tu długi? -zza lady wychylił się barman.
-Thomas nie pierdol tylko lej -wystawiłam pusty kieliszek pod jego rękę.
-Acai spieprzaj stąd puki możesz. Wyjedź. To najlepsze rozwiązanie -przeszywał mnie swoim lodowatym spojrzeniem.
-A co ty jesteś? Anioł stróż mój, czy Matka Boska? Nie mam się co martwić. Prędzej, czy później i tak zdechnę z głodu -odparłam.
Za kilka dni Wigilia. Ten dzień jest słabym punktem mojej pod świadomości.
Słabszym niż dwudziesty ósmy czerwca.
Siedziałam na wytartej sofie, rozglądając się dookoła. Nigdzie go nie było.
Boże Alec gdzie ty się podziewasz?
-Acai! -usłyszałam głos brata.
-Alec gdzie byłeś? Martwiłam się -przytuliłam go.
-Już wszystko dobrze. Zgubiłem ich -powiedział trwając w naszym silnym uścisku.
Puścił mnie po czym otworzył szary plecak.
-Tu jest pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Obiecaj, że nie ważne co się stanie, wyjedziesz i zaczniesz od nowa.
-Obiecuję -odpowiedziałam ze łzami w oczach.
Po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka.
-To będzie twój nowy start -otworzył drzwi po czym zasłonił mnie swoim ciałem.
Zobaczyłam czterech mężczyzn z karabinami, ubrani byli jak mikołaje.
-Ho, ho, ho kurwa! -usłyszałam.
Zaczęli do nas strzelać.
Zabili go. Zabili Aleca.
Mojego jedynego brata.
W Wigilię, w dzień pełen radości i magii świąt.
Teraz stał się on jedynie ponurą rocznicą jednej z tysiąca innych śmierci.
Dźwięk otwierających się drzwi zasiedlił się w mojej głowie, rozdzierając wszystkie dotychczasowe myśli.
Nawet nie oglądałam się kto przyszedł do baru.
Rutyna. Ktoś wchodzi, wychodzi, a ja zostaję, barman myje kolejne szklanki po whisky, a ja nie ruszam się ze swojego miejsca.
Tracę kolejne godziny życia, ale mimo tego wypijam kolejny kieliszek.
Siedzę przyglądając się obściskującym się parom.
Mam wrażenie, że całe to "całowanie się"(chociaż można to nazwać połykaniem) miałoby się zakończyć na barowym stole.
-Acai? Acai! -Thomas szturchnął mnie w brzuch.
-Czego do cholery? -spytałam, patrząc na niego z przymrużonymi oczami.
-Szef przyszedł. Uciekaj -wyszeptał mi do ucha.
Patrzyłam na niego chwilę, po czym dopiłam wódkę.
Byłam obojętna na to co powiedział.
Już się nie bałam, nie uciekałam.
Byłam już raz w więzieniu, posiedzę tam jeszcze dwa, może trzy lata.
Przy najmniej zmądrzeję. Chyba.
Ucieczka to nic innego, jak porażka.
Nie, nie jest ona sukcesem, z każdą kolejną słabniesz, nie umiesz się przyznać.
Uciekając stajesz się tchórzem.
Spieprzanie przed problemami uświadamia mi tylko, że nie potrafię stawić im czoła.
To tak jakbym miała w ręku miecz, którego nie da się zniszczyć i gonił mnie ogromny smok z czterema głowami, ale uciekałabym, chociaż mogłabym go zabić.
Stawić mu czoła. Rozwiązać problem.
Uciekałam przez całe życie.
I raczej mi już wystarczy.
Ciekawe, czy dostanę wyrok w zawiasach*...
-Znów się spotykamy Panno Mc.Carter -wyłonił swoją, parszywą mordę z pół mroku.
Wielka szrama przecinała mu cały lewy policzek.
Jego twarz wygląda okropnie.
Liczne zmarszczki i zniekształcenia pokrywają mu twarz.
-Niestety -odparłam, nawet na niego nie patrząc.
Prawie, co leżałam na barze.
Zgarbiona siedziałam na taborecie i nalewałam sobie kolejki.
To moja ostatnia wódka.
Nie zobaczę mojej przyjaciółki przez dobre trzy lata.
-Chyba jestem w tej chwili zmuszony zadzwonić po policję. Nieprawdaż? -zapytał łapiąc za telefon.
-Tak, tak, tylko proszę szy-ybko. Ś... Śpieszy mi, mi się -jąkałam się, prawie co drugie słowo.
Właściciel uśmiechnął się krzywo i wykręcił numer.
Szybko zgłosił całą sprawę, a policja pojawiła się po dziesięciu minutach.
Gliniarze podeszli do mnie i skuli w kajdany.
Zaprowadzili do auta, po czym zasiedli na przednich miejscach.
ZAYN'S POV
Kurwa mać! Gdzie ona jest?!
Ugh, Acai... Znów mi gdzieś spierdoliłaś.
Mam tylko nadzieję, że nie gniewa się na mnie.
Chociaż muszę przyznać, że dziewczyna ma siłę.
Nawet mnie zabolał ten policzek...
Lubię jak kobieta jest stanowcza.
Taka jak ona. Porywcza, lekko wkurwiająca, troszkę zwariowana i piękna. Po prostu ideał.

Wszedłem do baru.
Ostatnia nadzieja na jej znalezienie.
Podeszłem do mojego ojca, który jest właścicielem baru.
-Była tu Acai? -spytałem, rozglądając się na boki.
-Przed chwilą zabrała ją policja -odparł spokojnie, bawiąc się szklanką.
Co kurwa???
-Dlaczego? -zmarszczyłem brwi.
-Nareszcie dała się złapać. A wiesz, że w ogóle się nie stawiała? Moim zdaniem to ona chyba zwariowała -uśmiechnął się do mnie.
-Ja pierdole! Wielki dzięki ojciec! Wielkie dzięki -nerwowo zrzuciłem szklankę z blatu.
Wyszedłem z baru, po czym wsiadłem do auta.
Jak jej kurwa nie znajdę, to wszystko pójdzie na marne.
Mam nadzieję, że nie dadzą do zapłacenia zbyt dużej kaucji...
Boję się o nią.
A jeżeli nie będę mógł jej stamtąd wyciągnąć?
Chyba się powieszę...
Gdybym jej wtedy nie wkurzył to może, nie przyszłaby tu chlać.
Co ja gadam... Cholerne nałogi!
Jak ją stamtąd wyciągnę to przysięgam, że wezmę ją na odwyk.
*wyrok w zawiasach -inaczej : wyrok w zawieszeniu, np. Skazany na dwa lata w zawieszeniu na pięć lat. Pięć lat to okres próby.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie! Ten rozdział został dodany w ramach prezentu gwiazdkowego.
Chciałam wam złożyć serdeczne życzenia :)
A więc. Życzę wam :
Milion obserwacji i komentarzy!
Wymarzonego prezentu!
Weny oczywiście.
I idola pod choinką :)
Smacznych potraw na Wigilijnym stole i wiele radości.
Wesołych Świąt kochane :*

3 komentarze

  1. Hej również Wesołych Świąt ci życzę!
    Ten rozdział jest genialny!
    I to, że on chce ją wyciągnąć z więzienia Boże kooooocham!
    Mam nadzieję, że ona zmieni zdanie i jednak postanowi dalej sobie normalnie żyć. Ten odwyk jest jej naprawdę potrzebny niech wyzdrowieje!

    Pozdrawiam
    Niepowtarzalna xx

    PS. Czekam na następny rozdział mam nadzieje że szybko się pojawi!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super :-D lubię takie mocne historie bez obwijania w bawełnę <3 a na tej retrospekcji sie poryczałam :-(
    Pozdrawiam
    I życzę mega duzzooooo wenki !!!!
    Czekam z niecierpliwością na nexta :-)
    Będę tu często wpadać :-)
    Zapraszam do mnie
    http://nieelitarnaszkola.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz bardzo fajny styl pisania z przyjemnością przeczytałam
    czekam na więcej.Zapraszam,serdecznie do mnie dopiero zaczynam i będzie mi miło
    jak skomentujesz.
    http://morderczagra655.blogspot.com
    ++ obserwuję super wystrój bloga :D

    OdpowiedzUsuń